Mistrz zakonu krzyżowców z czerwoną gwiazdą, Erhard Scultetus, ciężko otarł skroń spoglądając na toczące się po stole kości. W głowie szumiało mu już kilka pucharów wina, Fortuna zaś wyraźnie się od niego odwracała. Jego towarzysz gry po kolejnej wygranej podniósł stawkę. Rzucił na stół ogromny, złoty łańcuch. Pełen buty Mistrz w odpowiedzi postawił na szali swój bezcenny skarb – prawa do kościoła św. Elżbiety, jednej z najokazalszych i najwyższych świątyń świata. Rozpoczęła się mordercza rozgrywka, za każdym uderzeniem kości o stół podążały dwie pary zajadłych oczu. Melodia karczmianego gwaru stała się czymś odległym, stół do gry otuliło skupienie, majaki wypitych trunków ucichły przyparte narastającym napięciem. Mistrz nie miał jednak tego dnia szczęścia. Zapewne nigdy nie wybaczył sobie przegranej z najprzebieglejszym ze znanych Wrocławian – Heinrichem Rybischem.
Postać Rybischa (1485–1544) do dziś rozpala umysły dolnośląskich historyków, trudno bowiem znaleźć w dziejach Wrocławia człowieka bardziej zaradnego, a zarazem kontrowersyjnego. Pochodził on z rodziny saksońskich kupców. Wszechstronnie wykształcony, w wieku 36 lat otrzymał stanowisko miejskiego syndyka. Piął się na szczeblach kariery aż na sam szczyt, uszlachetniony przez Cesarza piastował nawet stanowisko generalnego poborcy podatkowego dla całego Śląska i margrabstwa łużyckiego. Szybko zdobył pieniądze i wpływy, równie szybko przysposobił sobie wielu wrogów.
Przede wszystkim nienawidzili go katolicy, w szczególności Polacy. Rybisch jako zagorzały protestant co rusz wprowadzał w życie coraz bardziej śmiałe i przewrotne pomysły. Udało mu się przekonać wrocławskich patrycjuszy do zburzenia potężnego opactwa na Ołbinie, w 1522 r. zaś przyczynił się do wygnania z miasta Bernardynów. Czarę goryczy przelała wspomniana we wstępie gra w kości (ponoć wydarzyła się naprawdę!). Rada Królewska, w większości katolicka, wynajęła nawet płatnych zabójców mających zgładzić Rybischa podczas jego podróży do Pragi. Gdy przejeżdżał przez Most Karola, został zatrzymany przez jednego z protestanckich dworzan. Aby nie łamać tajemnicy, ów dworzanin wyjawił zamiary Rady na głos jednemu z kamiennych posągów, umieszczonych na moście. Po wysłuchaniu przestrogi Rybisch w przebraniu kobiety niezwłocznie zbiegł do Wrocławia. Warto wspomnieć, że sto lat później galopująca kontrreformacja zmiotła z Pragi ostatnich protestantów.

