Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biografie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biografie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 11 maja 2013

Interkosmos


Rok temu opisywałem na blogu historię urodzonego na Dolnym Śląsku Manfreda von Richthofena, jednego z najsłynniejszych lotników wszech czasów. Okazuje się, że polski Wrocław również może pochwalić się postacią, która zasłużenie zapisała się w przestworzach i dokonała rzeczy, o których wspomniany Czerwony Baron mógłby tylko śnić. Mowa tu o Mirosławie Hermaszewskim, pierwszym i jedynym dotychczas polskim kosmonaucie.

sobota, 26 stycznia 2013

Kacerz Jan z Pragi


Gdy Jan Krasa podniósł opuchnięte powieki, ujrzał znajomy krajobraz wrocławskiego Rynku. W nozdrza wcinały mu się duszne opary kupieckich kramów, w uszach zaś dało się wyczuć zdumienie zgromadzonego wokół tłumu. Gdy już oprzytomniał na tyle, aby poruszyć głową, zauważył gałęzie rzucane pod jego nogi. Buchnęły pierwsze płomienie inkwizytorskiego stosu. Źrenice Krasy rozszerzyły się upiornie, w myślach zaś utknęły mu słowa jego mistrza, Jana Husa, spalonego pięć lat wcześniej w Konstancji. „O, sancta simplicitas – O, święta naiwności!”...

środa, 24 sierpnia 2011

Dzieje Heinricha Rybischa

Mistrz zakonu krzyżowców z czerwoną gwiazdą, Erhard Scultetus, ciężko otarł skroń spoglądając na toczące się po stole kości. W głowie szumiało mu już kilka pucharów wina, Fortuna zaś wyraźnie się od niego odwracała. Jego towarzysz gry po kolejnej wygranej podniósł stawkę. Rzucił na stół ogromny, złoty łańcuch. Pełen buty Mistrz w odpowiedzi postawił na szali swój bezcenny skarb – prawa do kościoła św. Elżbiety, jednej z najokazalszych i najwyższych świątyń świata. Rozpoczęła się mordercza rozgrywka, za każdym uderzeniem kości o stół podążały dwie pary zajadłych oczu. Melodia karczmianego gwaru stała się czymś odległym, stół do gry otuliło skupienie, majaki wypitych trunków ucichły przyparte narastającym napięciem. Mistrz nie miał jednak tego dnia szczęścia. Zapewne nigdy nie wybaczył sobie przegranej z najprzebieglejszym ze znanych Wrocławian – Heinrichem Rybischem.

Postać Rybischa (1485–1544) do dziś rozpala umysły dolnośląskich historyków, trudno bowiem znaleźć w dziejach Wrocławia człowieka bardziej zaradnego, a zarazem kontrowersyjnego. Pochodził on z rodziny saksońskich kupców. Wszechstronnie wykształcony, w wieku 36 lat otrzymał stanowisko miejskiego syndyka. Piął się na szczeblach kariery aż na sam szczyt, uszlachetniony przez Cesarza piastował nawet stanowisko generalnego poborcy podatkowego dla całego Śląska i margrabstwa łużyckiego. Szybko zdobył pieniądze i wpływy, równie szybko przysposobił sobie wielu wrogów.

Przede wszystkim nienawidzili go katolicy, w szczególności Polacy. Rybisch jako zagorzały protestant co rusz wprowadzał w życie coraz bardziej śmiałe i przewrotne pomysły. Udało mu się przekonać wrocławskich patrycjuszy do zburzenia potężnego opactwa na Ołbinie, w 1522 r. zaś przyczynił się do wygnania z miasta Bernardynów. Czarę goryczy przelała wspomniana we wstępie gra w kości (ponoć wydarzyła się naprawdę!). Rada Królewska, w większości katolicka, wynajęła nawet płatnych zabójców mających zgładzić Rybischa podczas jego podróży do Pragi. Gdy przejeżdżał przez Most Karola, został zatrzymany przez jednego z protestanckich dworzan. Aby nie łamać tajemnicy, ów dworzanin wyjawił zamiary Rady na głos jednemu z kamiennych posągów, umieszczonych na moście. Po wysłuchaniu przestrogi Rybisch w przebraniu kobiety niezwłocznie zbiegł do Wrocławia. Warto wspomnieć, że sto lat później galopująca kontrreformacja zmiotła z Pragi ostatnich protestantów.